Uformowane w Polsce podstawy uczestnictwa rodziców w edukacji i – poprzez nie – w kształtowaniu demokratycznej kondycji życia społecznego, utrzymują charakter jedynie deklaratywny. Brakuje ram kulturowych, w których rodzicielska partycypacja stanowiłaby wartość, stając się praktykowaną społecznie normą. Stale słabo doceniana jest rola rodziców w edukacji, zarówno tej, która wiąże się z ich dziećmi, jak rozumianej systemowo, w której – w interesie demokratycznego państwa i obywatelskiego społeczeństwa – powinni brać udział, jako obywatele aktywni w najbliższej im sferze publicznej, czyli w przestrzeni pomiędzy rodziną, sąsiedzką/lokalną społecznością i szkołą. Jako doskonalący rzeczywistość, uczący się dorośli, wnoszący potencjalnie ogromny wkład w dzieło współtworzenia wzorów funkcjonowania instytucji edukacyjnych. Brak w Polsce śmielszych rozwiązań systemowych, nie tylko pozwalających rodzicom na demokratyczną partycypację, ale realnie zachęcających do praktykowania w tym zakresie. Co bowiem z tego, że prawnie rodzice są częścią systemu edukacji, mając zagwarantowane równoprawne członkostwo szkolnej wspólnoty, do której należą ich dzieci? Co z tego, że obejmuje ich strategia uczenia się przez całe życie (zob.m.in.: „Europa 2020”)? Codzienna rzeczywistość przepełniona jest obrazami zupełnie innymi od tych, które kreują społeczne i edukacyjne polityki.

Liczne badania pokazują, że rodzice są potrzebni zarówno edukacji, jak demokracji. Bez nich szwankuje, z nimi natomiast zyskuje tak jedna, jak druga.

Szkołom i nauczycielom rodzice są niezbędni dla osiągnięcia edukacyjnych celów, które postawili sobie z myślą o uczniu. Kultura domu, a także  – szerzej – środowiska, z którego wywodzi się i w którym na co dzień żyje uczeń, ma na niego wpływ większy i kształtuje go w większym stopniu, niż to, co dzieje się w szkole. Nauczyciel zorientowany na postępy swoich uczniów pracuje więc zawsze w otwarciu na środowisko, z którego oni przychodzą. Wie, że jego praca będzie miała sens wówczas, gdy – zaznajomiwszy się z tym środowiskiem – będzie uwzględniał jego specyfikę. Praca nauczyciela, próbująca być „wlewaniem oleju do głowy” ucznia i okopywaniem się z nim za szkolnymi drzwiami, nie ma racji bytu, kiedy ten, przekraczając próg szkoły, wnosi do niej charakter, a także problemy mikrospołeczności, z której przyszedł.

Państwo natomiast – jeżeli jest demokratyczne – widzi w rodzicach obywateli, aktywnie współtworzących instytucje i całą sferę publiczną. W tej perspektywie, budowana z rodzicami szkoła stanowi ważną przestrzeń praktykowania demokracji. Dokonuje się to w codziennych, wielorakich formach partycypacji rodziców w  życiu szkoły i edukacji, dotyczącej zarówno dzieci, jak dorosłych. Edukacja ta – w dużej mierze niezależnie od swoich treści – staje się edukacją obywatelską, będąc polem podmiotowej autokreacji. To nie do przecenienia wartość, zarówno w sensie jednostkowym, jak społecznym. Jak ostatnio z mocą akcentują badacze rodzicielskich ruchów społecznych, rosnących dzisiaj w polityczną siłę i zdolnych do skutecznej walki o dobro publiczne jakim jest ogólnodostępna i równa edukacja, rola rodziców w kształtowaniu demokratycznych postaci życia społecznego jest kluczowa. Nie chodzi jedynie o liczącą się statystycznie siłę, jaką rodzice stanowią w demokracji bezpośredniej (siłę nierzadko bezwzględnie wykorzystywaną w partyjnych rozgrywkach). W ogromnej mierze dzięki ich oddolnej i nie poddającej się totalizującym wpływom aktywności, jako społeczeństwo możemy „oddychać demokracją”, rodzicielskim przykładem utwierdzeni, że bezdyskusyjna jest podmiotowa równość, stanowiąca podstawę naszych stosunków.

 

prof. dr hab. Maria Mendel
Uniwersytet Gdański