Wszyscy amatorzy jaj zdążyli się już zapewne przyzwyczaić do świadomości, że kury znoszące dla nas jajka mają unormowaną sytuację lokalową. Dzięki dalekowzroczności odpowiednich urzędników wiemy, iż standardy w jakich powstają kurze owoce są proporcjonalne do ceny i odwrotnie proporcjonalne do wartości kulinarnych. Zawdzięczamy to dwóm dyrektywom (1999/74/WE i Rozporządzenie (WE) nr 806/2003) związanym z dobrobytem zwierząt.

Odwiedzając szkoły, do których chodzą moi synowie zastanawiałem się, czy czasem, gdzieś w przepastnych tekach urzędników nie chowają się analogiczne przepisy.  Warunki, w których moje dziecko spędza kilka godzin dziennie jako żywo odpowiada klasie chowu klatkowego dla ludzi.

Dzieci po odprowadzeniu do strefy przyjęcia, prowadzone są do klasy, w której przebywają do zakończenia zajęć, wyjąwszy konieczne wyjścia do toalety. Nie ma mowy, żeby dziecko na przerwie wyszło na korytarz. A wyjście na dwór jest w czasie przerwy zupełnie nieprzewidziane. Podobno jednak raz na 2-3 tygodnie klasa wychodzi na dwór.

Zalety takiego systemu są oczywiste:

Dzieci się nie rozłażą, nie biegają. Nie błocą więc podłogi są czyste. Nie niszczą się korytarze na przerwach. Drzwi się nie otwierają więc się nie psują i ciepło nie ucieka. Kiedy dzieci zaczynają hałasować  nie trzeba daleko biegać  i nadmiernie krzyczeć „żeby dotarło”.

W słusznie minionych czasach, kiedy ja chodziłem do szkoły można było na każdej przerwie – wiosna, jesień czy zima – wybiec na 5 minut w samym stylonowym fartuszku i trampkach na dwór, żeby pokopać w „piłę,” obrzucić się śnieżkami albo poskakać grając w gumę (dziewczyny) i z natlenionym mózgiem wbiec zziajany do klasy. I tak całe 8 lat.

O zgrozo, w liceum było tak samo.

Całe szczęście, że ktoś mądry wreszcie się wziął za tę anarchię.

Słyszałem jednak, że do tej pory pokutują gdzieś wsteczne szkoły (na pewno  prywatne) w których obowiązkowo, każdego dnia dzieci spędzają określony czas na dworze bez względu na pogodę – muszą mieć obowiązkowo kalosze i ubranie od deszczu.

(Że też rodzice na to pozwalają – przecież z wychodzenia na dwór tylko brud i choroby!)

Są to przypadki odosobnione i z pewnością zanikające.

Pora jednak aby ujawnić wreszcie tę niepotrzebnie ukrywaną tajną klasyfikację i punktować w rankingach szkoły, które chowają dzieci:

0 – ekologicznie,

1 – wolnowybiegowo,

2 – ściółkowo,

3 – w klatkach  klasach ulepszonych,

4 –  w klatkach  klasach tradycyjnych,

bo w przepisach europejskich ani krajowej legislaturze nie byłem w stanie znaleźć podstaw prawnych do takiego traktowania dzieci.

Kliknij i ZOBACZ WIECEJ: BOSTON SCHOOLYARD INITIATIVE - WINSHIP ELEMENTARY SCHOOL 54 Dighton Street Brighton, Massachusetts 02135

Szkoła podstawowa w Brighton, Massachusetts USA (Kliknij i dowiedz się więcej)

W krajach anglosaskich badacze, nauczyciele i projektanci nie zastanawiają się czy dziecko powinno wychodzić na powietrze w czasie przerw. To jest tak oczywiste jak to, że słońce świeci. Zastanawiają się nad tym jak urządzić przestrzeń wokółszkolną, aby ograniczyć  urazy i agresję (powszechne na wyasfaltowanych placach i boiskach) i stworzyć miejsca do relaksu, kontaktu z naturą, prowadzenia zajęć na świeżym powietrzu, uprawy warzyw i roślin etc.

Wiele wskazuje na to, że place zabaw „urządzone z katalogu” są znacznie mniej atrakcyjne dla dzieci niż urządzone naturalistycznie – z piaskiem, błotem, żwirem i kamieniami, z których można budować i kształtować , z drzewami, na które można się wspinać, z krzakami, za którymi można się chować. To prawdziwie „interaktywne miejsca”, lubiane przez dzieci, bo mogą one na nie mieć wpływ. Dają się oswoić.

Kliknij i ZOBACZ KONIECZNIE: Asphalt to Ecosystems: Design Ideas for Schoolyard Transformation

Pomysły na transformację ogródka szkolnego (Kliknij i dowiedz się więcej)

Badania dowodzą, że kontakt ze światłem słonecznym (powyżej 1h dziennie) korzystnie wpływa na wzrok.  Ruch na świeżym powietrzu wzmaga odporność, natlenia układ nerwowy, który potrzebuje 25% tlenu z całości potrzeb organizmu.

Zmysły stymulowane naturalnym otoczeniem nie ulegają stępieniu jak to się dzieje podczas przebywania w tym samym środowisku klasy przez godziny.

Nasze szkoły cierpią na brak skutecznej wentylacji. Badania na ten temat prowadził już kilkanaście lat temu dr inż. Sowa z Politechniki Warszawskiej. W klasach szkolnych jest przez większość czasu podwyższone stężenie CO2, które już powyżej 1000 ppm powoduje rozkojarzenie i trudności z oceną sytuacji, zarówno u dzieci jak i nauczycieli. W naszych szkołach poziom 2000ppm był powszechny, a zdarzało się osiągać poziom 4000ppm.  W badaniach anglosaskich stwierdzono ścisły związek pomiędzy słabą wentylacja a zachorowalnością uczniów i nauczycieli.

Bezpieczeństwo rozumiane jako trzymanie dzieci i młodzieży w dusznym kojcu szkół to ślepa uliczka. W dodatku bardzo szkodliwa.

ZOBACZ KONIECZNIE: TRENDS THAT GIVE US HOPE: The Power and Potential of Green Schoolyards

kliknij i dowiedz się więcej o współczesnych tendencjach kształtowania ogródków szkolnych (po angielsku)

Dziwimy się epidemii otyłości, a dzieciom zabrania się biegać na przerwach na korytarzach szkolnych przypominających pasy startowe lotnisk. Samo to przyprawia o nerwicę. Przez kilka godzin dziennie je tłumimy a potem zastępy ekspertów się żalą , że dzieci są nierozwinięte ruchowo.

Neurobiolodzy uczą w tej chwili studentów, że podczas aktywności fizycznej uruchamiana jest neurogeneza, czyli tworzą się nowe neurony, gotowe do łączenia się w procesie uczenia

Pozwólmy dzieciom oddychać na świeżym powietrzu. Wietrzmy szkoły. Czysta podłoga to nie wszystko.

Grzegorz Wnorowski
ojciec, architekt