O zaletach chowu klatkowego

O zaletach chowu klatkowego

30 marca 2015 Wyłączone przez Grzegorz Wnorowski

Wszyscy amatorzy jaj zdążyli się już zapewne przyzwyczaić do świadomości, że kury znoszące dla nas jajka mają unormowaną sytuację lokalową. Dzięki dalekowzroczności odpowiednich urzędników wiemy, iż standardy w jakich powstają kurze owoce są proporcjonalne do ceny i odwrotnie proporcjonalne do wartości kulinarnych. Zawdzięczamy to dwóm dyrektywom (1999/74/WE i Rozporządzenie (WE) nr 806/2003) związanym z dobrobytem zwierząt.

Odwiedzając szkoły, do których chodzą moi synowie zastanawiałem się, czy czasem, gdzieś w przepastnych tekach urzędników nie chowają się analogiczne przepisy.  Warunki, w których moje dziecko spędza kilka godzin dziennie jako żywo odpowiada klasie chowu klatkowego dla ludzi.

Dzieci po odprowadzeniu do strefy przyjęcia, prowadzone są do klasy, w której przebywają do zakończenia zajęć, wyjąwszy konieczne wyjścia do toalety. Nie ma mowy, żeby dziecko na przerwie wyszło na korytarz. A wyjście na dwór jest w czasie przerwy zupełnie nieprzewidziane. Podobno jednak raz na 2-3 tygodnie klasa wychodzi na dwór.

Zalety takiego systemu są oczywiste:

Dzieci się nie rozłażą, nie biegają. Nie błocą więc podłogi są czyste. Nie niszczą się korytarze na przerwach. Drzwi się nie otwierają więc się nie psują i ciepło nie ucieka. Kiedy dzieci zaczynają hałasować  nie trzeba daleko biegać  i nadmiernie krzyczeć „żeby dotarło”.

W słusznie minionych czasach, kiedy ja chodziłem do szkoły można było na każdej przerwie – wiosna, jesień czy zima – wybiec na 5 minut w samym stylonowym fartuszku i trampkach na dwór, żeby pokopać w „piłę,” obrzucić się śnieżkami albo poskakać grając w gumę (dziewczyny) i z natlenionym mózgiem wbiec zziajany do klasy. I tak całe 8 lat.

O zgrozo, w liceum było tak samo.

Całe szczęście, że ktoś mądry wreszcie się wziął za tę anarchię.

Słyszałem jednak, że do tej pory pokutują gdzieś wsteczne szkoły (na pewno  prywatne) w których obowiązkowo, każdego dnia dzieci spędzają określony czas na dworze bez względu na pogodę – muszą mieć obowiązkowo kalosze i ubranie od deszczu.

(Że też rodzice na to pozwalają – przecież z wychodzenia na dwór tylko brud i choroby!)

Są to przypadki odosobnione i z pewnością zanikające.

Pora jednak aby ujawnić wreszcie tę niepotrzebnie ukrywaną tajną klasyfikację i punktować w rankingach szkoły, które chowają dzieci:

0 – ekologicznie,

1 – wolnowybiegowo,

2 – ściółkowo,

3 – w klatkach  klasach ulepszonych,

4 –  w klatkach  klasach tradycyjnych,

bo w przepisach europejskich ani krajowej legislaturze nie byłem w stanie znaleźć podstaw prawnych do takiego traktowania dzieci.

Kliknij i ZOBACZ WIECEJ: BOSTON SCHOOLYARD INITIATIVE - WINSHIP ELEMENTARY SCHOOL 54 Dighton Street Brighton, Massachusetts 02135

Szkoła podstawowa w Brighton, Massachusetts USA (Kliknij i dowiedz się więcej)

W krajach anglosaskich badacze, nauczyciele i projektanci nie zastanawiają się czy dziecko powinno wychodzić na powietrze w czasie przerw. To jest tak oczywiste jak to, że słońce świeci. Zastanawiają się nad tym jak urządzić przestrzeń wokółszkolną, aby ograniczyć  urazy i agresję (powszechne na wyasfaltowanych placach i boiskach) i stworzyć miejsca do relaksu, kontaktu z naturą, prowadzenia zajęć na świeżym powietrzu, uprawy warzyw i roślin etc.

Wiele wskazuje na to, że place zabaw „urządzone z katalogu” są znacznie mniej atrakcyjne dla dzieci niż urządzone naturalistycznie – z piaskiem, błotem, żwirem i kamieniami, z których można budować i kształtować , z drzewami, na które można się wspinać, z krzakami, za którymi można się chować. To prawdziwie „interaktywne miejsca”, lubiane przez dzieci, bo mogą one na nie mieć wpływ. Dają się oswoić.

Kliknij i ZOBACZ KONIECZNIE: Asphalt to Ecosystems: Design Ideas for Schoolyard Transformation

Pomysły na transformację ogródka szkolnego (Kliknij i dowiedz się więcej)

Badania dowodzą, że kontakt ze światłem słonecznym (powyżej 1h dziennie) korzystnie wpływa na wzrok.  Ruch na świeżym powietrzu wzmaga odporność, natlenia układ nerwowy, który potrzebuje 25% tlenu z całości potrzeb organizmu.

Zmysły stymulowane naturalnym otoczeniem nie ulegają stępieniu jak to się dzieje podczas przebywania w tym samym środowisku klasy przez godziny.

Nasze szkoły cierpią na brak skutecznej wentylacji. Badania na ten temat prowadził już kilkanaście lat temu dr inż. Sowa z Politechniki Warszawskiej. W klasach szkolnych jest przez większość czasu podwyższone stężenie CO2, które już powyżej 1000 ppm powoduje rozkojarzenie i trudności z oceną sytuacji, zarówno u dzieci jak i nauczycieli. W naszych szkołach poziom 2000ppm był powszechny, a zdarzało się osiągać poziom 4000ppm.  W badaniach anglosaskich stwierdzono ścisły związek pomiędzy słabą wentylacja a zachorowalnością uczniów i nauczycieli.

Bezpieczeństwo rozumiane jako trzymanie dzieci i młodzieży w dusznym kojcu szkół to ślepa uliczka. W dodatku bardzo szkodliwa.

ZOBACZ KONIECZNIE: TRENDS THAT GIVE US HOPE: The Power and Potential of Green Schoolyards

kliknij i dowiedz się więcej o współczesnych tendencjach kształtowania ogródków szkolnych (po angielsku)

Dziwimy się epidemii otyłości, a dzieciom zabrania się biegać na przerwach na korytarzach szkolnych przypominających pasy startowe lotnisk. Samo to przyprawia o nerwicę. Przez kilka godzin dziennie je tłumimy a potem zastępy ekspertów się żalą , że dzieci są nierozwinięte ruchowo.

Neurobiolodzy uczą w tej chwili studentów, że podczas aktywności fizycznej uruchamiana jest neurogeneza, czyli tworzą się nowe neurony, gotowe do łączenia się w procesie uczenia

Pozwólmy dzieciom oddychać na świeżym powietrzu. Wietrzmy szkoły. Czysta podłoga to nie wszystko.

Grzegorz Wnorowski
ojciec, architekt