Może się wydawać, że tutoring nie jest niczym nowym, że odwołanie się do tej metody w warunkach polskiej szkoły jest nierealne, albo nie wniesie ze sobą żadnych pożądanych zmian, za którymi niecierpliwie wyglądają nauczyciele, uczniowie czy rodzice. Być może w opiniach kontestatorów znajdą się argumenty, że szkół na to nie stać, że wychowawcy nie mają dość czasu, a samorządy lokalne oraz organy nadzoru pedagogicznego nie będą zainteresowane wyrażeniem zgody na prowadzenie tego typu działalności. Może pojawić się szereg wątpliwość i obaw, jednakże jedno nie ulega kwestii – tutoring szkolny jest w Polsce realizowany i przynosi zaskakujące rezultaty.

Tutor, tutoring…
Aby dobrze zrozumieć sens owych pojęć warto odnieść się do ich etymologii i sięgnąć do języka łacińskiego. Tam słowo tutor oznacza obrońcę, protektora bądź opiekuna, ale także takie czynności jak: zapewniać, bronić, zabezpieczać. Ponadto w łacinie istnieje również określenie tutus, które używane może być np. w stosunku do osoby zabezpieczonej i pewnie stąpającej. Jak widać oba określenia są ze sobą wyraźnie powiązane, a ich relacja stanowi podstawę do rozumienia metody tutoringu, jako metody, której celem będzie zapewnienie bezpieczeństwa osobie, która jest prowadzona. Czymże jest jednak to bezpieczeństwo? Dla Seneki człowiekiem bezpiecznym (tutus) jest człowiek mądry, zatem idąc w ślad za tymi słowami, można przyznać, iż dawanie pewności (owo zabezpieczanie) to niejako prowadzenie na drodze ku mądrości. Odnosi się do tego profesor Kazimierz Szewczyk, który dostrzegł w wychowaniu do mądrości podstawowy cel pracy nauczyciela.

pobierz artykuł

Adrianna Sarnat-Ciastko, Mariusz Budzyński
Artykuł pochodzi z konferencji „Rodzice jako wolontariusze i uczestnicy edukacji swoich dzieci”, która odbyła się w Warszawie w dniach 25-26.11.2011r.
Artykuł zamieszczony za zgodą autorów.