Wprowadzenie

„Polityka” to pojęcie budzące dziś w najlepszym razie mieszane uczucia. Przywołuje ono na myśl niekończącą się wymianę zdań na łamach, stacjach i kanałach popularnych mediów, pełną oskarżeń, ripost, sugestii odnośnie planowanych roszad partyjnych i przewidywań wyników kolejnych wyborów. Polityka stała się częścią pop-kultury, ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami. Trudno się dziwić, że sprawy polityki nie należą do głównego nurtu dociekań pedagogów i traktowane są z pewną rezerwą. Patronuje tej postawie Sergiusz Hessen, który, choć żywo zainteresowany myślą polityczną i zaliczony przez Zbigniewa Kwiecińskiego do „polskiej szkoły demokratycznej”,stwierdził na początku XX stulecia, że

„[…] w czystej granicznej postaci polityka i oświata stanowią zupełne przeciwieństwo. Zasadą polityki jest władza, zasadą oświaty – wolność. Polityka jest mechanistyczna, oświata jest duchowa. Nawet tam, gdzie walkę polityczną prowadzi się środkami duchowemi, zadanie polityki polega na tem, aby przyciągnąć na swoją stronę możliwie największą liczbę wyznawców, nakładając na nich pieczęć swego programu lub swego ideału. […] Między polityką a oświatą powstaje swoisty stosunek dialektyczny, który wcześniej czy później kończy się albo rozkładem oświaty przez politykę, albo pokonaniem polityki przez oświatę.” (Hessen, 1997, s. 25)

 

Na drugim biegunie poglądów na temat związku edukacji i polityki można znaleźć stanowisko Jana S. Bystronia, który w latach 30. zaangażowany był w proces administrowania oświatą publiczną i uznawał, jak wielu w tym czasie zwolenników wzmacniania odrodzonego państwa polskiego, że szkoła zawsze pozostaje narzędziem polityki, niezależnie od świadomości społecznej tego faktu.

„Nie było nigdy szkoły istotnie neutralnej, choćby nawet kierownicy jej szczerze starali się o uniezależnienie jej od jakichkolwiek ideologii czy tendencji społecznych […].” (Bystroń 1931, s. 38)

 

  1. S. Bystroń wskazywał z pełnym przekonaniem o oczywistości tego faktu m.in. na polityczny wymiar programów szkolnych, z których część do dziś jest uznawana za podatne na tego typu wpływy (jak np. historia), inne zaś straciły w naszych czasach swoje ideowe przesłanie (studia nad językami klasycznymi, nauki przyrodnicze, a nawet nauki rysunku i wychowania fizycznego). Polityczne przesłanki tkwiły, w jego opinii, w pracy wychowawczej, akcentującej w owym czasie nowe tendencje w postaci wysokiego wartościowania życia zbiorowego i świadomego w nim uczestnictwa „[…] Stąd też propaganda koleżeńskości, popieranie zabaw i sportów, w których pierwiastek dyscypliny społecznej jest czasem ważniejszy od samego ćwiczenia fizycznego, organizowanie zespołów pracy, tworzenie gmin szkolnych.” (Bystroń 1931, s. 30) Demokratyczne tendencje polityczne kształtowały sferę relacji w szkole jako zakładzie pracy, były także motorem powstawania nauczycielskich związków zawodowych i organizacji młodzieżowych (Bystroń 1931, s. 26-27).

Niezależnie jednak, czy w relacjach między polityką a oświatą będziemy podkreślać ich bliskość, czy też dzielące je różnice, oświata zdaje się być w nich podmiotem o słabszej pozycji. To polityka podyktowała w antycznej Sparcie receptę na wychowanie do służby państwu-miastu, a ateńskie koncepcje polityczne wpłynęły na żywe do dziś przekonanie, że ustrój państwa i panujący w społeczeństwie polityczny etos znajduje swoją projekcję w kształcie i duchu edukacji. Pożytki płynące dla państwa z podporządkowania oświaty celom definiowanym przez centrum polityczne odkryto co prawda na skalę europejską dopiero w wieku XVIII, odtąd wpływ polityki na edukację, zapośredniczony przez rosnące w siłę systemy edukacji publicznej, stał się zjawiskiem nie budzącym wątpliwości.

W związku polityki i edukacji tej drugiej łatwo zatem przypisać rolę modelowanego tworzywa. Warto jednak pamiętać, że to efekty działań edukacyjnych decydują w znacznej mierze o pozycji obywatela w państwie, a także skali i jakości jego aktywności politycznej. Instytucje edukacyjne wpływają na politykę również w bardziej bezpośredni sposób, dostarczając politycznej wiedzy, kształtując polityczne zainteresowania i kompetencje osób poddanych ich wpływom. Oczywiste jest, że to w szkole przebiega część socjalizacji politycznej rozumianej jako „proces permanentnego kształtowania świadomości, postaw i kultury politycznej jednostki przez przejmowanie informacji od innych podmiotów oraz własną aktywność intelektualną i praktyczną.” (Sobkowiak, 1999, s. 162) Jak stwierdził J. S. Bystroń, „szkoła, kształcąc wychowanków w pewien sposób, wpływa tym samym na przegrupowanie społeczne i działa, choć nieświadomie, w kierunku podtrzymania czy też zmiany społecznego układu.” (Bystroń 1931, s. 32) To wobec szkoły formułuje się zatem postulaty przygotowania uczniów do wypełniania obowiązków obywatelskich „w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności” (Ustawa o systemie oświaty, 1991), a więc – z wykorzystaniem pojęć o politycznym pochodzeniu. Nawet przy uwzględnieniu malejącej wagi działań szkoły w stosunku do mediów elektronicznych i niezbyt wielkiej skuteczności w kształtowaniu postaw obywatelskich trudno stwierdzić, że szkoła publiczna nie ma w tej kwestii nic do zrobienia. Wciąż aktualnie i zdroworozsądkowo brzmią słowa Alberta Victora Kelly’ego:

„Demokracja potrzebuje obywateli, których wybory i decyzje podejmowane są […] nie pod wpływem tego „co pierwsze im zaświta w głowie”, ale po rzeczowej, mądrej debacie z sobą samym i z innymi. […] Potrzebuje obywateli będących istotami moralnymi w najpełniejszym znaczeniu tego określenia i których w osiągnięciu tego statusu wspomogła edukacja.” (Kelly, 1997, s. 137)

Dalsza część artykułu do pobrania TUTAJ

 

Danuta Uryga – profesor APS w Katedrze Polityki Edukacyjnej, doktor habilitowany nauk społecznych w zakresie pedagogiki. Doktor nauk humanistycznych w dziedzinie filozofii oraz magister filozofii.

Współautorka książki (wraz z Elżbietą Gozdowską) ‚Rada Szkoły – między ideą a społeczną praktyką

Rada_szko_y_-_mi_dzy_ide_a_spo_eczn_praktyk_